Dlaczego ludzie chorują

  • Cena: 27.00 zł
  • Ilość odwiedzin: 313

Opis produktu

Tlumaczenie z jez. rosyjskiego Alla Alicja Chrzanowska

Wyjatkowa ksiazka wyjatkowego czlowieka, lekarza, homeopaty i astrologa z wieloletnia praktyka medyczna i terapeutyczna. Jej przeczytanie pozwoli zrozumiec, co i dlaczego powoduje w nas niedomagania zdrowotne oraz jak im zapobiegac, a warto pamietac, ze zapobieganie chorobie jest znacznie lepsze niz jej usuwanie. Jesli nie chcesz chorowac, jesli chcesz zyc w harmonii ze swoim cialem, jesli chcesz zadbac o swoje samopoczucie siegnij po ta ksiazke. Oddajmy glos Autorowi: Jestem lekarzem, lecze ludzi, widze ich, gdy sa chorzy, gdyz zdrowi do mnie nie przychodza. Zaklety krag zmusza ich i nas (lekarzy, terapeutów) do nieustannej pogoni za lekarstwami, coraz bardziej oddalajac od prawdziwych i glebokich przyczyn choroby. Ale jak okreslic stan choroby lub stan zdrowia? Niedawno zaczalem rozumiec, ze granica miedzy tymi dwoma pojeciami jest bardzo wzgledna. Dzisiaj przeczytalem wywiad z jednym naszym, który pojechal do Ameryki i nostryfikowal tam dyplom. Przeczytalem i rozzloscilem sie na niego z powodu snobizmu i lekcewazenia ludzi, których on ma zamiar leczyc. Wszedzie widac tylko pieniadze i aparature do leczenia. Pojawia sie pytanie a co leczymy i jak? () Wydaje mi sie, ze jest nieco ponizajace porównywac czlowieka do worka kosci, flaków i mózgu, ale z drugiej strony naiwnoscia jest sadzic, ze proces myslenia moze znaczaco zmienic kod genetyczny lub los, którego sami sobie wymyslec, niestety, nie mozemy. A cóz na to On (Stwórca)? Patrzy i smieje sie z naszych glupich prób poznania samych siebie lub chocby wyjasnienia czegokolwiek z tego, co sie z nami dzieje.

Spis tresci:

Wstep

1. Czlowiek nie jest workiem kosci, ale duzo mu jeszcze brakuje do swiadomosci kosmicznej

2. Fizyczne cialo czlowieka posiada madrosc kosmiczna, ale automatyczny charakter funkcjonujacego ciala sprowadza je do poziomu uduchowionych kamieni

3. Energia mezczyzny plynie z góry w dól, a energia kobiety z dolu ku górze

3.1. Czakra trzeciego oka zasada laczaca czlowieka, jako jedynej calosci, ze swiatem

3.2. Czakra gardla krzyk o dobru i zlu, o anielskim i demonicznym

3.3. Czakra serca i nam wspólczucie dano, tak jak dano nam blogostan

3.4. Czakra splotu slonecznego nie szczedzac zywota swego

3.5. Czakra seksualna lód i plomien

3.6. Czakry górna i dolna Jak na górze, tak na dole

3.7. Calosciowy model wspóldzialania miedzy czakrami

4. Swietlany obraz socjalistycznego pacjenta

4.1. Wplyw wyobrazen na stan zdrowia

4.2. Wydaje mi sie

4.3. Wiem

4.4. Czuje

4.5. Dokonuje

4.6. Jestesmy z Toba

4.7. W odniesieniu do pytania o sens

5. Madra glowa ofiarowana glupcowi, jak mówila moja babcia

5.1. Belladonne mozna podawac tylko madrym dzieciom twierdzila pewna moja znajoma

5.2. Zmus glupca, by sie modlil do Boga na pewno sobie glowe rozbije

5.3. Klepsydra odlicza czas

5.4. Popiól Klaasa stuka do mojego serca

5.5. Kiedy czakra manipury jest zbyt otwarta, to zycie staje sie trudne

5.6. Orgazm jako wyzszy przejaw mysloksztaltów

5.7. Magia granatowo-zielona

Zakonczenie

Fragment:

Fizyczne cialo czlowieka posiada madrosc kosmiczna, ale automatyczny charakter funkcjonujacego ciala sprowadza je do poziomu uduchowionych kamieni.

Czesto sam sobie zadaje pytanie, na ile przypadkowym i bezwarunkowym procesem jest zycie w kazdym swoim przejawie? Mniej mnie tutaj interesuje teoria doboru naturalnego, zgodnie z która z czegos prostego w przypadkowy sposób przy pomocy wygodnych mutacji rozwija sie cos zlozonego. Mniej mnie to interesuje, poniewaz proste w kontekscie badan ostatnich dwustu lat okazalo sie takim (!), ze pragnienie zrozumienia zlozonego okazuje sie w ogóle nieosiagalne.

Kiedy przychodzi do mnie czlowiek i mówi, ze ma kamienie w nerkach (mysle sobie: Dobrze mu tak), zaczynam dlugo tlumaczyc mu, ze kazdy czlowiek ma swój unikalny zestaw genów, które polaczone w chromosomy, mieszcza sie w jadrze kazdej komórki wchodzacej w sklad tkanek i narzadów organizmu czlowieka, a w zwiazku z tym u niektórych ludzi przemiana materii i metabolizm organizmu uksztaltowany jest w taki sposób, ze nie wolno im jesc na przyklad kosci ryb, które zawieraja duzo fosforu, jako ze jego nadmiar z powodu opisanych powyzej wlasciwosci organizmu, moze odkladac sie w nerkach, które nie moga wydalic go na zewnatrz, co z kolei prowadzi do powstawania kamieni w nerkach (to konkretne wyjasnienie zawiera równo 87 slów, nie liczac znaków przestankowych). Radze takiemu czlowiekowi zrezygnowanie z jedzenia rybich kosci, co doprowadzi do zmniejszenia ilosci fosforu w organizmie, a to znaczy, ze zmniejszy sie ryzyko pojawienia sie kamieni.

Jednakze dosc czesto tego rodzaju rady sa pozbawione wiekszego sensu, jako ze chory czesto mówi, ze on po prostu organicznie nie znosi rybich kosci, a w zwiazku z tym w ogóle nie rozumie, dlaczego mimo to on dorobil sie kamieni nerkowych. Moze tez byc odwrotna sytuacja, kiedy do lekarza przychodzi pacjent z niskim poziomem magnezu we krwi. Lekarz przepisuje mu tabletki z magnezem, które nie tylko nie zwiekszaja jego ilosci w organizmie, lecz odwrotnie, obnizaja jego poziom jeszcze bardziej.

Podobne okolicznosci mozna zaobserwowac na poziomie systemu odpornosciowego, gruczolów wydzielania wewnetrznego, enzymów i innych subtelnych fizycznych fenomenów naszego organizmu. Czasami pojawia sie wrazenie, ze ktos niewidzialny swoja zelazna reka robi wszystko, zeby organizm z chorego przeksztalcic w bardzo chory, a potem cóz wzial i umarl. Ta niewidzialna reka przedstawia soba reakcje zwrotna w regulacji homeostazy (stalosci wewnetrznego srodowiska organizmu). Ten mechanizm na wszystkich poziomach bardzo twardo kontroluje stopien reakcji zarówno calego organizmu, jak i poszczególnych jego komórek, a nawet czesci komórek. Dlatego czesto zewnetrzne wysilki nie daja zadnego rezultatu, poniewaz tenze regulujacy mechanizm, który doprowadzil do obnizenia (podwyzszenia) poziomu magnezu (lub czegos innego), który mozemy zdiagnozowac, bedzie nastepnie walczyc z dowolnym przejawem magnezu w organizmie, a tym bardziej z jego przenikaniem ze srodowiska zewnetrznego.

W wyniku leczenia tej sytuacji wylacznie tabletkami magnezu mozna uzyskac dwa rezultaty: albo poprawa w ogóle nie nastapi, albo (przy zaordynowaniu baaardzo duzej ilosci magnezu po piec zlotych) na jakis czas jego poziom we krwi podwyzszy sie, ale czasowo dopóki organizm nie zaktywizuje jeszcze silniejszych sposobów walki z nim. Przy tym zaprzestanie podawania magnezu bedzie oznaczac jeszcze gorszy stan, niz bylo to przed jego podaniem, gdyz doprowadzi do uzaleznienia organizmu od lekarstwa o nazwie magnez, którego poziom w naturalnych warunkach z jakiegos powodu wciaz sie zmniejszal i zmniejszal w organizmie. Oczywiscie czasami zdarzaja sie sytuacje, kiedy okreslonego elementu faktycznie nie wystarcza w przyrodzie jakiegos lokalnego regionu, jak to zdarzylo sie jakis czas temu z jodem lub zelazem w trudno dostepnych górzystych okolicach. Jednakze wraz z rozwojem cywilizacji takie sytuacje staja sie coraz rzadsze. Tym niemniej badania krwi, moczu i inne, które zlecaja lekarze, regularnie pokazuja zmniejszenie lub zwiekszenie okreslonych wskazników w wymienionych substancjach, co z kolei wywoluje uzasadnione zaniepokojenie u tego, kto uwaza, ze wszystko powinno miescic sie w granicach normy. Bedac normalnym lekarzem, mysle podobnie, ale wyjasnienie nienormalnosci pacjenta (a co za tym idzie, równiez sposobów jej usuniecia) szukam nie w przyczynach zewnetrznych (braku lub nadmiarze czegos gdzies tam), ale w wewnetrznych mechanizmach regulacji, przy czym calego czlowieka, a nie jego poszczególnych, oddzielnych czesci.

Prawie zawsze poszukiwana przyczyna wewnetrzna jest automatyzm przejawien fizjologicznych, biochemicznych, endokrynologicznych, immunologicznych, nerwowych i innych reakcji, które inaczej nazywamy stereotypami adaptacyjnymi. Jak latwo sie domyslec sa one zapisane w genach, które tworza chromosomy, te zas stanowia jadro kazdej komórki, tkanki i czesci naszego organizmu (smierc Koscieja* znajduje sie na koncu igly, która znajduje sie w jajku, które). Automatyzm, jak ucza nas madrzy nastepcy Darwina, byc moze uksztaltowal sie w ciagu ewolucyjnego rozwoju czlowieka od poziomu ameby (lub jeszcze lepiej od poziomu pierwotnego bulionu), zas jak nas uczy religia, byc moze byl wreczony czlowiekowi przez Boga (razem ze zdolnoscia genetycznego przekazywania tych mechanizmów potomstwu), a byc moze, jak ucza nas oswieceni ezoterycy, jeszcze jakims sposobem (na przyklad wedlug opinii Gurdzijewa poprzez spiaca swiadomosc czlowieka-maszyny).

* Kosciej Niesmiertelny bohater basni i bylin rosyjskich (uwaga tlum.).

Glównym sensem istnienia tych automatyzmów jest to, ze one sa niezbedne do adekwatnego zharmonizowania mnóstwa niezaleznych procesów podtrzymujacych zycie, jednego z drugim, po to, by poszczególne czesci organizmu nie pozarly siebie na wzajem, a takze po to, zeby jakikolwiek, nawet najwazniejszy fizjologiczny, biochemiczny, endokrynologiczny, immunologiczny czy nerwowy mechanizm nie zabral dla siebie calego zapasu energii, sil zyciowych i innych, kosztem pozostalych mechanizmów. A dokladniej, jesli by wzial na jakis czas, w zwiazku z bardzo silnym czynnikiem rozdrazniajacym (zewnetrznym konfliktem) lub przejawionym problemem (wewnetrznym konfliktem), to po pewnym czasie caly system (czyli caly organizm) powinien obowiazkowo wrócic do stanu poczatkowej równowagi i prawidlowych proporcji wszystkich jego czesci. Tutaj nasza mysl moze pójsc jednoczesnie w wielu kierunkach, poniewaz wszystko, co zostalo powiedziane powyzej wydaje sie mi osobiscie bardzo wazne i interesujace, jednakze na razie próbujemy rozmawiac tylko o samym fakcie istnienia takiego pojecia jak automatyzm.

Pewnego razu na wizyte przyszla do mnie mila babunia, która miala bardzo wysoki poziom glukozy we krwi 350 mg/% (norma 80-120) i bardzo chciala, zeby zrobic cos, by sie on obnizyl. W czasie rozmowy okazalo sie, ze w niedalekiej przeszlosci babunia lezala w klinice psychiatrycznej z powodu napadów agresji, co by nie powiedziec wscieklosci. Jak uczy nas partia, glodny czlowiek (szczególnie mezczyzna) to zly czlowiek, a wszystko dlatego, ze u niego we krwi jest malo glukozy, co z kolei pobudza okreslone komórki ukladu nerwowego (na przyklad przy pomocy adrenaliny, która jest antagonista insuliny), co, co czyni glodnego czlowieka zlym i agresywnym. Opisany automatyzm jest bardzo potrzebny do tego, zeby nie umrzec z glodu, szczególnie wtedy, kiedy jedzenia nie wystarcza dla wszystkich, poniewaz ten, kto przejawi wiecej agresji, najprawdopodobniej dostanie najwiecej zarcia, a to znaczy, ze nie umrze z glodu i przezyje nawet w trudnych warunkach.

W tym miejscu mozna napisac dluga liryczna dygresje na temat walki o byt i o doborze naturalnym, które powinny byly doprowadzic do tego, ze przy zyciu pozostawaliby tylko wyjatkowo agresywni ludzie, szczególnie w czasach totalnego braku pozywienia, ale nie chcialbym oceniac oczywistych faktów (czy tak jest, czy nie), lecz zajac sie samymi faktami, jak juz napisalem wczesniej. Rozmyslajac na temat opisanej powyzej babuni, doszedlem do wniosku, ze moze dla niej bedzie lepiej z podwyzszonym poziomem glukozy, niz gdyby miala wciaz awanturowac sie z ukochanymi wnukami czy dziecmi, chocby tylko z tego powodu, ze oni ja objadaja. Spytalem ja, jak wygladaja jej relacje z dziecmi i wnukami. Moje pytanie wywolalo u niej lzy (odwrotna strona agresji, choc byc moze poziom glukozy byl juz tak wysoki, ze zabraklo sil do walki). Ona odpowiedziala, ze przez cale zycie harowala na nich, karmila ich i poila, a oni, swinie takie (cytuje) po pierwsze jej kosztem sie nazyli, a po drugie wymawiaja jej, ze ma niska emeryture i im trudno ja wyzywic. Natomiast emeryture ma niska dlatego, ze malo w swoim zyciu pracowala zawodowo, poswiecajac caly swój czas i sily wychowaniu dzieci. Byc moze historia ta nie byla tak dramatyczna, byc moze ja wymyslilem przypadkiem, ale faktem jest to, ze sama mysl o krzywdzie wywolala agresje, której sila byla tak wielka, ze dla jej zmniejszenia zdrowy pierwiastek organizmu, a byc moze reakcja ochronna doprowadzila do podwyzszenia poziomu glukozy we krwi az trzykrotnie (w stosunku do normy). Automatyzm zadzialal zadziwiajaco. No i co?

Jak mówia w Rosji: Zmus durnia, zeby sie modlil do Boga, to on sobie leb rozwali. Lub jak mówi jeden mój znajomy: Jesli czlowieka postawi sie przy korbie, zeby nia krecil, to po pewnym czasie ta korba nakreci na siebie jego kiszki. Tutaj najwazniejsze polega na tym, by nie wykorzystywac taniej symboliki i nie szukac ani w przytoczonym, ani w podobnych przykladach zadnych wyzszych przejawien. W istocie rzeczy automatyzm zostal zbadany i opisany tak dokladnie, ze niczego nowego powiedziec o tym, na przyklad mi, sie nie uda. Jednakze koniecznie trzeba zauwazyc, ze automatyzmy mieszcza sie na bardzo wysokich i subtelnych poziomach organizmu, kory mózgowej i struktur diencefalnych. Pietnascie lat temu trafila mi w rece wspaniala ksiazka profesora Dilmana z Sankt Petersburga pod tytulem Cztery modele medycyny. Wedlug tej ksiazki najbardziej skomplikowanym jest model ontogenetyczny (od slowa ontogeneza rozwój indywidualny), która opisuje automatyzmy mieszczace sie na poziomie przysadki mózgowej. Wedlug autora mechanizm, który u dziecka prowadzi do wzrostu i rozwoju, z biegiem czasu prowadzi do procesów starzenia sie (i smierci). Dzieje sie tak dlatego, ze wrazliwosc struktur centralnych (przysadki i podwzgórza) na dzialanie hormonów peryferycznych zmniejsza sie z biegiem czasu.

W zwiazku z tym po to, zeby normalnie (cyklicznie) funkcjonowaly wzajemne powiazania w regulacji podstawowych szesciu hormonalnych mechanizmów (którym odpowiada szesc podstawowych hormonów: somatotropina (hormon wzrostu), tyreotropina (reguluje prace tarczycy), adrenokortykotropina (ACTH, reguluje prace nadnerczy), folikulotropina i lutropina (reguluje prace jajników), parathormon (reguluje prace przytarczyc), konieczne jest, zeby peryferyjne narzady z biegiem czasu wypracowywaly wciaz wieksza ilosc peryferyjnych hormonów.

Wskazana tendencje bardzo dobrze opisuje praca kobiecych narzadów rozrodczych. U malej dziewczynki do tej pory nie nastepuje dojrzewanie plciowe, dopóki minimalnej ilosci hormonów wypracowywanych przez jej niedojrzale jajniki, wystarcza do tego, zeby zgodnie z zasada wzajemnych powiazan zablokowac odpowiednie tropiczne hormony przysadki. Jak tylko wrazliwosc przysadki na hormony peryferyczne (w pierwszym rzedzie na estrogeny) obniza sie na tyle, ze te minimalne ilosci estrogenów u dziewczynki juz nie sa w stanie zablokowac wypracowywanie folikulotropiny, to przysadka zaczyna aktywnie pracowac, wywolujac podwyzszenie poziomu estrogenów w organizmie, to z kolei prowadzi do zainicjowania rozwoju plciowego i rozpoczecia cykli miesiaczkowych u dziewczyny, w która przeksztalca sie teraz mala dziewczynka. Nastepnie dziala wlasnie automatyzm, dzieki któremu u kobiety z biegiem czasu jajniki wypracowuja wciaz wieksza ilosc hormonów plciowych, zas kobieta staje sie bardziej kobieca. Nastepnie, w okreslonym momencie, przychodzi taka sytuacja, ze przysadka jeszcze potrzebuje estrogenów, lecz jajniki nie moga wytworzyc ich wiecej. Wtedy nastepuje zalamanie sie opisanego mechanizmu regulacji wypracowywania hormonów, co prowadzi do klimakterium, to znaczy do przerwania funkcjonowania automatyzmu. Jak latwo zauwazyc. kiszki nakrecily sie na korbe (patrz wyzej).

Opisane automatyzmy funkcjonuja równiez na poziomie wszystkich pozostalych hormonów przysadki, co wiecej, podobnego rodzaju procesy mozna obserwowac na terytorium calego naszego ciala, to znaczy wszedzie. Wiele chorób przejawia sie w taki sposób, ze opisane automatyzmy wydostaja sie spod kontroli (czego?) organizmu?, czlowieka?, swiadomosci?, mózgu?, ducha? itp. Ale po co organizm sam sobie zaczyna szkodzic (lub pomagac, ale w baaardzo szkodliwy sposób, jak to bylo w przypadku opisanej przeze mnie babuni)? Dlaczego zostaje naruszona tak dokladnie i subtelnie utrzymywana równowaga wszystkich fizjologicznych, endokrynologicznych, immunologicznych i nerwowych procesów zachodzacych w naszym ciele?

(Ja tak sie nie bawie! Juz prawie wszystko powiedzialem.)

Na problem automatyzmu mozemy popatrzec tez z drugiej strony. Wszyscy wiemy o istnieniu tak zwanych ukladów nadajacych rytm, jednym z nich jest na przyklad uklad bodzcoprzewodzacy serca. Czym jest uklad bodzcoprzewodzacy? To relatywnie malenka grupa komórek, która nadaje rytm funkcjonowania niezwykle duzej, innej grupie komórek. Uklad bodzcoprzewodzacy serca, z niejasnych przyczyn wciaz niepojety dla nauki (w istocie rzeczy nikt nie moze tego pojac), przez caly czas generuje okreslony rytm, w którym pracuje przez cale swoje zycie serce (co jest wskaznikiem zdrowia, mam tu na wzgledzie serce, choc, jak ucza nas male dzieci, serce jest najwazniejszym narzadem, a kiedy przestanie ono bic u wodza narodu, to cale spoleczenstwo ma duze klopoty, co by nie powiedziec, ze wszystkich ogarnie zaloba). Uklad bodzcoprzewodzacy serca generuje swój rytm wbrew wszystkim znanym mechanicznym fizycznym prawom. Wtedy, kiedy ten rytm jest obecny w organizmie, mozna w mniejszym stopniu niepokoic sie o los serca, poniewaz ono bedzie otrzymywac konieczny impuls do pracy, bedzie wiedziec w jakim rytmie skurczac i rozkurczac swoje nadzwyczajne wlókna miesniowe. Ale jak tylko ten rytm sie wylaczy to kazde, nawet najmniejsze, wlókno miesniowe bedzie pracowac tak chaotycznie, ze czlowiek dlugo nie pociagnie.

Podobna sytuacje mozna obserwowac wtedy, kiedy uklad nadajacy rytm pracuje, ale jego impulsy nie dochodza do kazdej komórki, przerywajac sie po drodze. Prawda, ze w tym przypadku tak skomplikowanie zorganizowane wlókna miesniowe przypominaja po prostu zywe kamienie, posiadajace potencjal wielkiej, kosmicznej madrosci. Wystarczy usunac z organizmu wszystkie uklady nadajace rytm, a cala jego wyjatkowa zlozonosc i dyferencjalnosc okazuje sie zbedna. Co wiecej przy zaburzeniach tegoz ukladu bodzcoprzewodzacego serca zadne swiadome wysilki wlasciciela serca czlowieka, nie zmusza go do pracy (jesli oczywiscie dana osoba nie posiada wyjatkowych zdolnosci do kierowania swoimi automatyzmami w sposób swiadomy, co potrafia na przyklad hinduscy jogini). Zwykly czlowiek, nawet bardzo wyksztalcony i madry, nie jest w stanie wtracic sie w prace swoich procesów automatycznych na poziomie swego organizmu. Przypomina mi to moja ulubiona wypowiedz Kartezjusza o tym, ze Bóg stworzyl ten swiat, ale teraz nie moze juz z nim nic zrobic (czyli wtracic sie w jego funkcjonowanie). Czlowiek, którego kazda komórka ciala zawiera w sobie identyczna informacje (przy tym nie oznacza to, ze kazda komórka jest dokladnie taka sama jak inne), nie ma sil, by wplynac na automatyczny charakter funkcjonowania komórek, tkanek, narzadów i ukladów, poniewaz (no, juz do roboty!!! myslcie!!!).

Podejdziemy teraz do tego problemu z trzeciej strony Kiedy zenska komórka jajowa zostaje zaplodniona przez plemnik, a potem zaczyna sie dzielic, to nie ma zadnego wyjasnienia (oczywiscie w ramach ortodoksyjnej nauki), dlaczego z dwóch, czterech, osmiu, szesnastu itd. komórek, które teoretycznie powinny byc jednakowe jako wynik dzielenia jednej i tej samej zaplodnionej komórki, tworza sie coraz bardziej zróznicowane. Co wiecej, za dziewiec miesiecy ciazy ta jedna jedyna wyjsciowa komórka w rezultacie kolejnych podzialów da taka róznorodnosc róznych komórek, które juz nie moga przeksztalcac sie w siebie na wzajem, choc wszystkie pochodza z tego samego zródla. Jak uczy nas embriologia, proces dyferencjacji ma bardzo subtelny, ale jednoznacznie ukierunkowany charakter. Mozna pomyslec, ze ta komórka, która znajduje sie na zewnatrz lub z lewej w stosunku do drugiej, dokladnie wie, ze to ona powinna wzrastac w kierunku rozwoju skóry lub watroby (jesli mozna sie tak wyrazic), zas inna komórka z tych dwóch, czterech, osmiu, szesnastu itd., wie, ze to ona z kolei powinna przeksztalcic sie w mózg i z biegiem czasu nauczyc sie wiedziec wszystko o wszystkim.

W opisanym powyzej przypadku znów stykamy sie z automatycznym charakterem rozwoju, który wbrew ogólnie przyjetej logice, robi swoje. Przeciez jesli zalozymy, ze kazda komórka posiada swoja wlasna pamiec, która stopniowo wyklucza z zakresu jej funkcjonowania wszystko, co zbedne, pozostawiajac jedna jedyna, niechby nawet bardzo zlozona funkcje, to dlaczego ta pamiec jest przekazywana tak nierównomiernie, ze prowadzi do tego, iz jedna komórka pamieta jedno, a druga drugie. Ciekawe, jak te komórki wspóldzialaja ze soba. Jeden mój znajomy patolog, który zajmowal sie zagadnieniami embriologii odkryl pewna, bardzo ciekawa, rzecz: jesli u plodu podczas rozwoju wewnatrzmacicznego zostal zaatakowany jeden okreslony organ lub jego czesc na przyklad przez wirusa, to nie tylko naruszalo to rozwój porazonej czesci, ale i prowadzilo do znaczacych deformacji i wad rozwojowych wszystkich pozostalych czesci i plodu w calosci. Okazuje sie, ze dla podtrzymania okreslonych funkcji, konieczna jest obecnosc wszystkich pozostalych, do zaistnienia jednej reakcji automatycznej konieczne jest wystepowanie wszystkich pozostalych automatyzmów.

Mój Boze!, ale kto tym wszystkim kieruje. Jesli ten ktos znajduje sie blisko, to czemu sie nie odzywa? Oczywiscie mozna zalozyc, ze organizm matki (przeciez nie sama kobieta w sposób swiadomy, wolicjonalny lub inny) kontroluje ten proces dyferencjacji i rozwoju. Ale dlaczego w takim przypadku nie nastepuje leczenie chorób plodu, co wiecej, czasem w zwiazku z obecnoscia automatyzmów immunologicznych zachodzi negatywny wplyw na plód ze strony matki. Jednak widzimy tak zwana niedzwiedzia przysluge wynikajaca z samych najszlachetniejszych pobudek pewnego zlozonego automatyzmu, który z jednej strony uczestniczy w procesie dyferencjacji i rozwoju, a z drugiej bardzo szkodzi organizmowi plodu, na przyklad przy niezgodnosci pod wzgledem czynnika Rh pomiedzy matka a dzieckiem. Jesli zas mechanizm kierujacy znajduje sie pod kontrola plodu, to pojawia sie pytanie, a kto go tego nauczyl i dlaczego z biegiem rozwoju wewnatrzmacicznego niektóre komórki zaczynaja byc wazniejsze, a inne drugoplanowe. I w ogóle kto, jak i kiedy zaczal pierwszy?!?!

Jako wynik trzech naszych analiz wrecz narzuca sie wniosek o tym, ze bez watpienia za automatyzmem kryje sie cos innego, noszacego zewnetrzny i absolutny charakter dla tego wszystkiego, co mozna nazwac wewnetrznym. Wewnetrzne wzajemne powiazania tak skomplikowanej maszynerii jaka jest organizm sa wzajemnie zalezne. Ta zaleznosc w widoczny sposób jest zwiazana z tym, ze w procesie ewolucji lub tworzenia rozwijaly sie nie tyle same struktury nazywane komórkami lub reakcjami chemicznymi, co mechanizmy przekazu informacji na temat ksztaltowania sie struktur po to, zeby kazda komórka nie musiala przechodzic skomplikowanych ewolucyjnych lub boskiego tworzenia procesów rozwoju skomplikowanego z prostego,, zas prostego z niczego.

Kierowanie i kontrola procesów dyferencjacji wyraznie zamyka sie w umiejetnosci zapamietywania i przekazywania zgromadzonych w ciagu milionów lat (lub nawet jednego jedynego momentu, który juz bezpowrotnie sie dokonal) informacji o tym, w jaki sposób powinien funkcjonowac automatyzm kazdej komórki, tkanki, narzadu lub ukladu na poziomie fizjologicznych, biochemicznych, endokrynologicznych, immunologicznych, nerwowych i innych reakcji, a oprócz tego w jakim kierunku powinna rozwijac sie kazda(!), podkreslam KAZDA komórka, najpierw zarodka, a potem plodu, do tej pory, dopóki nie nastapi poród. Co wiecej, w organizmie, który sie urodzil juz powinien byc uksztaltowany mechanizm wewnetrznej autonomicznej pamieci dalszego rozwoju organizmu ze wszystkimi mozliwymi automatyzmami, reakcjami przystosowawczymi i innymi.

W dzisiejszych czasach nadal prawie niczego nie wiemy o budowie najprostszych elementów, które mozemy nazwac zywymi. Mozemy tylko zakladac cos, co wiaze sie z nasza skapa wiedza. Ale mozemy takze czuc i wychwytywac wibracje, które zawsze sa obecne wokól nas. Chcialbym teraz spróbowac zaprezentowac pewne intuicyjno-uczuciowe zalozenia, jednoczesnie opierajac sie na konkretnej tradycji ezoterycznej, po to, zeby chocby dla siebie samego wyjasnic w jaki sposób mogla rozwinac sie owa pamiec i automatyzmy, o których tak dlugo i nudnie pisalem analizujac je z logicznego punktu widzenia.

Fale, które emituje nasz mózg uznali juz nawet fizycy (których ja nie znosze, dlatego ze zanim zostalem lekarzem, chcialem byc fizykiem), w sensie ezoterycznym zawsze nazywaly sie wibracjami, fluidami, kosmicznym promieniowaniem lub Duchem Swietym. Naturalnie sprawa nie w nazwie, a w sednie rzeczy. Tylko wtedy mozemy zmusic siebie do posiadania pamieci doskonalej na wszystkich poziomach naszej egzystencji i tylko wtedy chocby czesciowo nauczymy sie kierowac naszymi automatyzmami, kiedy bedziemy umieli wychwycic skad wieje wiatr, to znaczy kiedy chocby w formie aluzji zrozumiemy nature (oczywiscie zewnetrzna) i mechanizmy identyfikacji (oczywiscie wewnetrznych) fal, które tworza i nas, i swiat.

Nawet przy najbardziej powierzchownym rozpatrywaniu zródel ezoterycznych sformulowanych na Szmaragdowych Tablicach Hermesa Trismegistosa okazuje sie, ze czlowiek jest odbiciem i podobienstwem Kosmosu (Boga). Jasne, ze wszystko zaczal Bóg, który byl pierwszym i glównym winowajca tego, ze my teraz mówimy na przyklad o automatyzmach, próbujac okreslic ich charakter.

W tym miejscu musimy mocno sie skoncentrowac, zeby wylapac analogie z róznych dziedzin ludzkiej dzialalnosci. Na poczatku zajmiemy sie muzyka. Jesli drogi Czytelniku masz w domu (lub na przyklad w krzakach w ogródku) przypadkiem fortepian, to spróbuj usiasc przy nim i nacisnij pedal, który podniesie tlumiki we wszystkich dobrze nastrojonych strunach. Potem radze Ci, naciskajac pedal zagrac, na przyklad nute DO malej i wielkiej oktawy. Nastepnie, nie puszczajac pedalu, zdejmij palec z tej nuty. Ze zdziwieniem odkryjesz, ze nie nastapi cisza, odwrotnie zaczniesz slyszec wszystkie nuty DO wszystkich pozostalych oktaw. Zjawisko to wyjasniaja prawa harmonii dzwieków, poniewaz ktos tak sprytnie to wymyslil, ze w fortepianie dlugosci strun nuty DO dwóch sasiednich oktaw znajduja sie w stosunku1/2. To samo odnosi sie do wszystkich jednoimiennych nut, których jest siedem, zas ich kolejnosc tworzy oktawe.

W tradycji ezoterycznej owa harmonia nazywa sie prawem oktaw. Wykorzystywali je w swojej praktyce sufi po to, zeby integrowac swoja swiadomosc przy pomocy pracy jednoczesnie na wszystkich poziomach. Wtedy, kiedy zachodzi synchronizacja wszystkich oktaw przy równoczesnym brzmieniu, na przyklad wszystkich mozliwych nut DO, to zgodnie z wymieniona zasada chaotyczne swiadome procesy wewnetrzne dostrajaja sie do jednej wibracji, która krystalizuje jedna jedyna funkcje Ja (do czego wlasnie dazy kazdy normalny czlowiek w swoim rozwoju duchowym). Mówiac inaczej prawo oktaw mozna nazwac zasada rezonansu. W Indiach uczniowie, którzy zwracaja sie do Nauczyciela, otrzymuja swoja indywidualna mantre, która jest kombinacja wibracji niezbednych, by uczen zsynchronizowal swoje indywidualne, chaotyczne, (MALO) swiadome procesy. W wyniku wielokrotnego spiewania jednych i tych samych dzwieków i rytmicznej kombinacji okreslone struktury wnetrza ucznia rezonuja i rozwijaja sie, a inne nie rezonuja i przestaja sie rozwijac. STOP!

Oceń produkt

Recenzje

Brak ocen dla tego produktu. Bądź pierwszy!